Avalon » Publicystyka » Artykuł

Go Down Swinging - komentarz do Amazing Spider-Man #800



Po krótkiej bezposilerowej recenzji pora przyjrzeć się jublieuszowemu numerowi przygód Spider-Mana nieco bliżej.

Spider-Man odnajduje pokonanych sojuszników (Human Torch, Silk, Spider-Miles, Agent Anti-Venom i Clash) którzy ledwo żyją po spotkaniu z Red Goblinem. Wszyscy są nieźle poobijani i Pająk prosi Flasha aby ustabilizował ich stan zdrowia. Udając się w pościg za Normanem, od spotkanych po drodze Harry’ego i Liz dowiaduje się, że Osborn nie tylko porwał Normiego, ale jeszcze zainfekował go symbiontem Carnage’a. Ktoś może pomyśleć, że tu będzie jakiś zgrzyt, bo jeden symbiont ale dwóch nosicieli i każdy ma swoją wolę… ale już widzieliśmy, jak Kasady używał swojego „przyjaciela” do kontrolowania całego miasteczka… hmm… ale wtedy to on narzucał im swoją wolę… coś ty chyba jest nie tak. Prawda? Spider dowiaduje się, że Alchemax przechowuje gdzieś zbiornik ze sztucznym Anti-Venomem, jedyną rzeczą, która może zaszkodzić Red Goblinowi.

Jameson, który dał ciała w poprzednich zeszytach próbuje odpokutować swoje winy i pomóc Pająkowi. Co robi? Otóż przypomina sobie o innym symbioncie i kontaktuje się z Brockiem… wróć, Mr. Symem. Trochę to idiotyczne, że Brock pracuje w gazecie, robiąc zdjęcia Venomowi i na dodatek posługuje się pseudonimem Sym (aż chce się dopisać , -biont). Oczywiście dostajemy notkę, że te wydarzenia dzieją się przed pierwszym zeszytem nowej solowej serii o Venomie, więc Eddie jeszcze ma spokojną głowę i może zrobić coś dobrego. Pająk udaje się do byłego budynku Horizont Labs, korzystając z tunelu, którym kiedyś posługiwał się Morbius… lecz nie odnajduje Anti-Venoma, za to wpada w zastawioną przez Goblina pułapkę, który grozi mu, że zaatakuje ciotkę May i MJ. Hmm… tutaj mam mieszanie uczucia, nie widzimy czy to de facto Goblin atakuje Pająka, czy też pułapka polega na pozostawieniu pokrytych symbiontem dyniowych bomb, które gadają do Petera i potem eksplodują. Wiem, że to komiks jednak trochę to takie… dziwne. 



Idziemy dalej: do mieszkania ciotki May przychodzi Normie i oznajmia, że się zgubił i czy może u niej posiedzieć. Potem rzuca się na nią i widzimy jak zaczyna się przemieniać. I tutaj mam pewną wątpliwość, kto jest u władzy, Normie czy symbiont? Czy symbiont byłby na tyle silny by zawładnąć ciałem chłopca i ukryć się w jego ciele by odegrać tę scenkę? Jednocześnie namówiony do działania Venom włamuje się do Stark Tower gdzie ku zaskoczeniu Mary Jane staje w jej obronie i walczy z Red Goblinem. Walka wydaje się być równa, lecz Pająk, Venom i MJ korzystająca z technologii Starka nie dają rady przeciwnikowi, który rani Rudą i ucieka. I tu się dzieje coś, czego się nawet nie spodziewałem. Brock „wypożycza” symbionta Parkerowi, bo wie, że Pająk nie ma z nim szans i potrzebuje wzmocnienia. Takiego Brocka się nie spodziewałem, wychodzi na to, że Slott postanowił umieścić w Eddiem pewne cechy, którymi charakteryzował się Flash jako Agent Venom. Tutaj Brock wydaje się być bardziej ludzki, już nie chce zabić Pająka, nie obwinia go… może nawet w pewnym sensie mu współczuje i go wspiera. No ciekawe, ciekawe. 

Podczas gdy czarny Spider-Man rusza w pościg za Goblinem, w mieszkaniu May dochodzi do niespodziewanej walki. Goblin Childe (bo tak mówi o sobie Normie) staje do walki z Doktorem Octopusem, który oznajmia, że May do końca życia będzie pod jego ochroną. Tylko skąd on wiedział, że znajduje się w niebezpieczeństwie? Chyba na to pytanie nie poznamy odpowiedzi. I kolejna niespodzianka, do Octaviusa dołącza Spider-Slayer, którym kieruje Jameson! No tego się też nie spodziewałem. Widać, że J.J. za wszelką cenę chce odpokutować swoją niewybaczalną wpadkę. Niestety Spider-Slayer nie jest w stanie sobie poradzić z Normanem który właśnie wpadł po wnuka. Trochę wydaje mi się, że Slott przesadził… z jednej strony Norman jest sprytny, przebiegły i szalony, dodatkowo symbiont daje mu niezłego kopa. Ale Normie? To tylko dziecko, a zachowuje się jak dziki zwierz, który zdaje się być groźniejszy niż sam Norman. Ale, whatever. Potem mamy twist fabularny, którego mało kto się spodziewał – tak jak i hiszpańskiej inkwizycji. Norman i Normie stawiają się w siedzibie Alchemaxu, gdzie Osborn ma nadzieję – jak się pozornie okazuje – przejąć kontrolę nad firmą. Prawdziwą intencją Normana jest zabicie Liz i Harry'ego aby zostać prawnym opiekunem swojego wnuka! Szok! Norman ma ludzkie uczucia?! Tak czy inaczej, w młodym Osbornie zachodzi pewna zmiana, gdy widzi że dziadek próbuje skrzywdzić jego rodziców, w wyniku czego atakuje Normana. Domyślam się, że rozczarowany swoim synem Norman chciałby mieć pod opieką marionetkę, bo jak sam mówi, gdy Normie opanowuje symbionta, stracił swoje imperium, dziedzictwo i przyszłość. Walka trwa dalej.




I tym razem Slott znowu mnie zaskoczył – coś często w ciągu jednego numeru. Okazuje się, że Osborn miał iście szatański plan: pozostawił w ciele rodziny, bliskich i sojuszników Pająka igły, które na jego rozkaz mają ruszyć krwioobiegiem by dostać się układu nerwowego i wywołać ból tak wielki, że wywoła śmierć. Muszę przyznać, że sposób działania Normana jest niezwykle szalony i no nie da się ukryć, śmiertelnie skuteczny. Ale czy przypadkiem wszelkie ostrza i inne rzeczy, które tworzył ze swojego symbionta Carnage nie rozpadały się po jakimś czasie? Chyba powinny się rozpuścić czy po prostu wyparować... Ale pewności nie mam. Sytuację ratuje oczywiscie Thompson, który poświęcił niemal całego Anti-Venoma by ocalić bliskich i sojuszników Pająka. Oczywiście nie wiedział, kogo ratować, ale zrozumiał że Peter jest Spiderem i dopiero wtedy ruszył z pomocą do odpowiednich osób. Flash znający tożsmość Parkera? No ciekawe, ciekawe. Chociaż wydaje mi się, że to zagrywka zastosowana na siłę... tak to Thompson nie mógł wpaść na tożsamość Spider-Mana ale AKURAT podsłuchał jego rozmowę z Silk i SIĘ DOMYŚLIŁ. Nie kupuję tego. Kolejnej rzeczy, której nie kupuje to fakt, że Norman może używać sprzętu Goblina, a dokładniej rękawic rażących prądem będac pokrytym symbiontem. I w ten sposób śmierć ponosi Flash... nie zgadza się aby symbiont Venoma go uratował bo wtedy zginęliby obaj. Czyżby zrobienie z Thompsona Anit-Venoma było zabiegiem dla pchnięcia tej historii? Żeby mógł uratować bliskich Petera a następnie zginąć z rąk Red Goblina? Obawiam się że tak, że pomysły na Flasha Thompsona się po prostu skończyły i musiał zginąć. 

Nie ukrywam, że fajna była scena, w której Peter widzi jak Goblin razi Thompsona prądem i się wścieka na tyle, że zaczyna przypominać Venoma – pojawiają się kły i jęzor, a także padają słowa „eat your brains!”... chociaż gdzieś czytałem / słyszałem, że symbiont ewoluuował i się rozwijał, że już nie potrzebuje jeść mózgów. Kolejne przeoczenie Slotta? No i dochodzi do ostatecznego pojedynku między Goblinem i Pająkiem, który kończy się w najdurniejszy sposób jaki widziałem. Norman już ma zabić Ścianołaza i oznajmia, że w końcu nadszedł dzień zwycięstwa Normana Osborna, na co Peter dorzuca swoje trzy grosze, że jeśli go zabije, to zwycięzcą nie będzie Norman tylko Carnage / Cletus Kasady. Pająk gra na ambicji Goblina, który zrywa z siebie symbionta i staje do walki. To byłoby aż tak proste? Można to było zastosować o wiele, wiele wcześniej. Wtedy na przykład Flash wciąż by żył, ciotka May czy MJ nie byłyby zagrożone i nie trzeba by było zużywać całego Anti-Venoma. I kolejny twist! Na miejscu ich walki zjawia się J.J. mówiący że to jego wina i że to on musi zakończyć, bo Norman i tak będzie powracać raz za razem. Jest gotowy zabić Green Goblina, jednak Peter przyjmuje kulkę, choć nie jest to śmiertelny cios. 


Norman zostaje zamknięty w Ravencroft i jak się okazuje, całkiem pomieszało mu się we łbie. Uważa, że Spider-Man jest Normanem Osbornem, a on z kolei jest Cletusem Kasadym. Z czego wynika to pomieszanie zmysłów? Nie wiem, nie rozumiem. Czy to oznacza, że teraz Green Goblin będzie pełnił rolę Kasady'ego i to on będzie nosicielem czerwonego symbionta? Nie wiem, nie rozumiem, nie zgadzam się. Co ciekawe... potem widzimy jak w laboratorium Alchemaxu Normie zostaje oddzielony od symbionta... ale czy aby na pewno? W jednym z kadrów widzimy jak w oku chłopca rusza się coś czerwonego. Co to oznacza? Czy nowym Carnagem będzie właśnie Normie? No i na koniec, największa bzdura ever. Pogrzeb Flasha, chyba sporo ludzi widziało jak Pająk oberwał kulkę w ramię od J.J.'a i nikogo nie dziwi temblak na ręce Petera. Serio? Nie wierzę, że nikt nie widział pojedynku Spidera z Red Goblinem, że ani jedna osoba nie nagrała tego komórką czy tabletem. Ech... Slott!! Na pewno fajne są słowa Petera, który mówi Jamesonowi, że wybacza mu wszystko, co ewidentnie wywiera wpływ na J.J.'a.

Ach.. no i „ukryta scena”. Zapomniałbym... przenosimy się do San Francisco, a dokładniej do Horizon University gdzie Max Modell rozmawia z doktorem Elliotem Tolliverem i oprowadza go po kapusie i labolatorium, gdzie jest Anna Maria Macroni. Okazuje się, że Tolliver zawsze mierzy aby być „superior”. A więc to Otto! Czy fakt, że jest w sklonowanym ciele Parkera nikomu nie dał do zrozumienia? Nikt go nie poznał? Max? Nie? Anna Maria, która się przecież z nim bzykała... serio? Klona nikt nie poznaje? Ech... SLOTT!!

Tak czy siak, komiks jest kawałem dobrego komiksu. Lektura wciąga od pierwszej do ostatniej strony, pod względem graficznym naprawdę aż oko się cieszy. Mimo niedociagnięć, wątpliwości i wpadek osiemsetny numer The Amazing Spider-Man warto przeczytać! Gorąco polecam!

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.