Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Amazing Spider-Man. Globalna Sieć tom 5 Spisek klonów

Na początku każdy czytelnik zwróci uwagę, że od kiedy Amazing Spider-Man pojawił się w Polsce to nigdy nie doczekał się takiego grubasa. Oj tak, „Spisek klonów” to dopiero cegłówka! I możemy się dzięki niemu cieszyć nie tylko głównym eventem ale też i tie-inami. Moi drodzy czytelnicy, możecie zacierać już łapki!

Pisząc o poprzednim tomie wspominałem o Sadze Klonów. Tworze komiksowym, który jedni uwielbiają a drudzy nienawidzą i stawiają na równi z chociażby „One More Day”. A ja jestem zdania, że Saga Klonów jest tworem równie dobrym co „Maximum Carnage”. Jednak to moje zdanie. Ale wracajmy do głównego wątku. Jedni uważają, że Slott pokazał że ma jaja sięgając po motyw z klonami, podczas gdy wszystko wskazywało na to, że większość scenarzystów zdążyła zapomnieć, że ktoś kiedyś powielał Spider-Mana. Odważnie czy głupio? No właśnie, to dobre pytanie. Tak czy siak, słowo się rzekło i Slott napisał Sagę Klonów 2, czyli narodził się „Spisek klonów”. I nie powiem, byłem zaintrygowany co to może być takiego. Przedsmak wydarzeń z tego tomiszcza poznaliśmy w poprzednim tomie ASM, kiedy mieliśmy przyjemność zobaczyć kilku przywróconych do życia złoczyńców i cywilów. I tu nasz drogi scenarzysta miesza i miesza tak, że w głowie się to nie mieści. Największym szokiem i zamieszaniem jest to, że Jackal tym razem nie chce dopiec Pająkowi... tylko pragnie wskrzesić wszystkich, którzy zginęli za sprawą (pośrednio lub bezpośrednio) Spider-Mana! I tu nasuwa się pewne, cholernie ważne pytanie. Jak daleko jest w stanie posunąć się Parker aby odzyskać bliskich lub tych, do których śmierci doprowadził? Na wyciągnięcie ręki ma możliwość ożywienia Gwen, kapitana Stacy'ego, Jean DeWolff czy wujka Bena... Jakoś Slott do tej pory aż tak mnie nie zszokował. Tym razem mu się to udało!

Dobra, tu mały przerywnik. Sam „Spisek klonów” to event dość obszerny i dlatego w nasze łapki trafia takie opasłe tomiszcze. Poza główną serią dostajemy kilka zeszytów serii „Silk” oraz „Prowler”. I tu... no mam dość mieszane uczucia. Po pierwsze, dlatego że historie nie dzieją się chronologicznie tylko są posegregowane seriami. Po drugie, nie czytałem poprzednich trzynastu zeszytów o przygodach Silk i czytając te wchodzące w skład „Spisku” czułem się zagubiony bo nie wiedziałem kto, co, po co, dlaczego i w ogóle. Z kolei „Prowler” to seria składająca się z sześciu zeszytów... a my dostaliśmy tu pięć. Trochę szkoda, że nie poznaliśmy zakończenia przygód Hobiego. Jeszcze wątek Prowlera mogę przełknąć, jednak czytanie o Silk od środka jakoś mnie wybiło z rytmu i sprawiło, że lektura tych kilku zeszytów była taka... bezpłciowa.

Ale dalej, konkrety. Slott pokazuje, że ten event wyszedł mu całkiem dobrze i prawdopodobnie pisząc go świetnie się bawił. Bo intryga zdaje się być głębsza niż nam się to wydawało. Jak zapewne pamiętacie – albo i nie – podczas Spideversum Kaine zginął z rąk Dziedziczących. Ale nie pozostał martwy zbyt długo. Powrócił do życia, aby odkryć, że w innych rzeczywistościach rozprzestrzenia się plaga wirusa Carriona (sorry, dla Bartosza Czartoryskiego, ale nie kupuję tłumaczenia tego jako plagi padliny), która zmienia ludzi w kreatury podobne do Carriona właśnie. Scarlet Spider rozpoczyna swoje śledztwo, razem z towarzyszą mu Spider-Gwen odkrywają, że za wszystko odpowiada Parker i fuzja jego firmy z New U. Co z tego wyjdzie?

Dobra, Slott nie raz mi podpadł pisząc Pająka, ale tutaj trochę się zrehabilitował. Bo fajnie nawiązuje do poprzednich wydarzeń z życia Petera. Nie tylko ożywił Kaine'a, wplątał we wszystko Spider-Gwen, to jeszcze wplata wątki ze Spiderversum, Superior Spider-Mana, Sagi Klonów. Co więcej, pomaga Doktorowi Octopusowi, który... a nie, nie powiem! Scenarzysta z gracją cyrkowego klauna (w dobrym sensie) żongluje motywami i dzięki temu komiks nabiera tempa. A wszystko zaczyna się od śmierci w rodzinie! Cały tom to klony, alternatywne rzeczywistości, konkretna akcja, wielowątkowość oraz całkiem dobry klimat. I szokiem jest to, kim naprawdę jest Jackal! To nie Miles Warren! I historia nowego Szakala jest naprawdę wstrząsająca! Fajnie śledziło się przygody Scarlet Spidera. Dość intrygująco rozpisany został także Otto Octavius!

W „Spisku klonów” Slott pokazał, że jak chce to potrafi napisać kawał bardzo dobrego komiksu! Szkoda, że poprzednie tomy jego runu były gorsze i dopiero teraz spiął poślady i napisał coś takiego. Mimo, że historia wydaje się nową, odkurzoną Sagą klonów to według mnie dała radę i wyszło to wyśmienicie! Plusem jest też świetna oprawa graficzna – w głównej opowieści, bo ilustracje w Silk mi się nie spodobały. Jeśli chodzi o całość polskiego wydania, jest bardzo dobrze, z minusem w tłumazeniu w postaci zmiany Dziedziczących na Dziedziców i jakoś kuleje zrobienie z wirusa Carriona wirusa padliny. No i wielka szkoda, że Egmont nie poszedł tym tropem wcześniej, wydając chociażby Spiderversum! Komiks ten zapowiada początek nowej serii o pajęczym klonie i po cichu mam nadzieję, że ten drugi Pająk doczeka się swojej serii także w naszym kraju!

Gdybym musiał porównać „Spisek klonów” do poprzednich tomów wchodzących w skład „Globalnej sieci” to wypada ona najlepiej na tle reszty. Oby Slott postanowił utrzymać ten poziom przez chociaż kilka kolejnych tomów. Bo zyskał w moich oczach.

Dengar

Amazing Spider Man. Globalna Sieć tom 5. Spisek klonów
Scenarzysta: Dan Slott, Christos Gage, Peter David, Robbie Thompson, Sean Ryan
Ilustrator: Stuart Immonen, Giuseppe Camuncoli, Jim Cheung, Mark Bagley, Jamal Campbell, Cory T. Smith, Ron Frenz, Irene Strychalski
Tłumacz: Bartosz Czartoryski
cena z okładki: 89,99 zł
Liczba stron: 468

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.